expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 31 sierpnia 2014

My Drawing Story 2



Zbliżały się urodziny mojej mamy, więc postanowiłam jej podarować coś od siebie. Jako, że byłam wielką fanką Wróżek i Piotrusia Pana, uhonorowałam ich miejscem na moim rysunku. Do dziś gdzieś trzymamy ten rysunek. Później rysowałam i rysowałam, wysyłałam prace na konkursy, czasami wygrywałam. Będąc w 6 klasie podstawówki trochę zaniedbałam tą pasję. Czasami coś tam pobazgroliłam, bo lekcje plastyki. Narysowałam kilka postaci z bajek - wyglądało to w ten sposób, że rysunek był kolorowy, obrysowany cienkopisem. Dopiero w na początku drugiej gimnazjum do tego wróciłam. O ile dobrze pamiętam, wtedy moim pierwszym rysunkiem była papuga ''cieniowana ołówkiem''. Swoją drogą cały czas wisi nad moim łóżkiem, choć powinnam już ją zmienić na coś innego, bo aktualnie przynosi wstyd moim umiejętnościom. Czasami brałam się za mangę, ale to nie moja bajka. Znów narysowałam kreskówkową postać - kaczkę Daisy, tyle, że ołówkiem. W trzeciej klasie znów pojawiła się plastyka i lekko znienawidzone przeze mnie pastele. Nie lubiłam ich, ciągle nimi się posługiwaliśmy. Jednak udało mi się kilka prac, które pojawiły się na szkolnych wystawach. Brałam też udział w konkursach plastycznych z języka angielskiego, gdzie wygrywałam za drugie i trzecie miejsce. Ostatecznie zaczęłam portretować zwierzęta lub osoby znane mi ze zdjęć internetowych fotografów. Zostało to do dnia dzisiejszego. Portrety ludzi jak na razie nie wychodzą mi zbyt dobrze, ale myślę, że nadrabiam zwierzętami. Moje ostatnie rysunki to szkic Volkswagena Sirocco, poza tym portret z motylem, Spongebob malowany na drewnie, Mushu z Mulan i krajobraz gór malowany farbami widoczny na zdjęciu w poprzedniej części. Smok został namalowany 3 czerwca br. Portret powstał miesiąc temu - 26 lipca, a krajobraz jest najświeższą moją pracą - stworzyłam ją 19 sierpnia. Myślę, że zrobiłam ogromny postęp. Porównując moje prace sprzed dwóch lat z dzisiejszymi, widać wielki progres. Kiedyś dodałam jeden, może dwa moje rysunki na tym blogu - z pewnością je znajdziecie w poprzednich postach. Jak na razie moim zamiarem jest dalszy rozwój własnych umiejętności.






piątek, 29 sierpnia 2014

My Drawing Story 1




Przyszedł czas na post dotyczący moich zainteresowań. Stwierdziłam, że lepiej będzie dla mnie i dla Was, gdy będziecie wiedzieć, czym zajmuję się na co dzień, co dodaje mojemu życiu kolorytu, czemu tak naprawdę oddaję moje serce i zaangażowanie. Podzielę tę historię na dwie części, gdyż nie opiszę tego w kilkunastu zdaniach i obawiam się, że nie zmieszczę wszystkiego w jednym wpisie.


Wszystko zaczęło się ładnych kilka lat temu, gdy miałam sześć lat, być może wkraczałam już w okres siedmiolatki. Razem z kuzynką często przesiadywałyśmy w kuchni u dziadków i rysowałyśmy. No, przynajmniej próbowałyśmy to robić. Wybierałyśmy postacie ze znanych nam kreskówek. Wiadomo, małolaty niewiele mogły wtedy umieć. Z tego, co pamiętam, rysowałyśmy dzień w dzień. Najpierw coś na wzór szkicu, później nadawanie portretowi koloru. Nasz dziadek prowadził serwis ubezpieczeniowy UNIQA. Często przyjmował swoich klientów w małej altance. Obydwie postanowiłyśmy to wykorzystać. Pamiętam, że wtedy ściany jeszcze były bardzo jasne. Z racji tego, że wiele ludzi się tam przewijało, mogło podziwiać nasze prace. Już wtedy umiałyśmy jako tako malować, więc wzięłyśmy się za masowe produkowanie rysunków. Tydzień później miałyśmy gotową stertę dzieł, które zamierzałyśmy wywiesić. Całe ściany były obklejone kolorowymi rysunkami - jedna ściana była moja, druga przedstawiała prace kuzynki. Znalazł się nawet jeden klient, który kupił od nas cztery rysunki - po dwa od każdej z nas. Razem zarobiłyśmy dwadzieścia złotych, czego zupełnie się nie spodziewałyśmy. Dało nam to motywację. Później czasami bazgroliłyśmy wspólnie, jednak moja ''wspólniczka'' odstawiła rysowanie, nie mam pojęcia dlaczego. Rozpoczął się rok szkolny. Ogłoszono konkurs plastyczny SKO, trzeba było narysować coś dotyczące oszczędzania. Jako pierwszoklasistka, z pomocą rodziców stwierdziliśmy, że powinnam coś wykleić. Niestety nie mam zdjęcia tego projektu, ale pamiętam, że było tam coś w rodzaju jakiegoś wozu ze staroświeckimi kołami i kilka monet. Zbliżały się wyniki. Na apelu podsumowującym semestr ogłoszono, że zajęłam drugie miejsce. Jak na pierwszą nagrodę w takim wieku, to naprawdę dobrze. Kilka miesięcy później w szkole zorganizowano zabawy dla każdej z klas - polegało to na tym, że losowaliśmy numerki z dziennika - każdy wylosowany kolejno podchodził do stolika i wybierał rzecz dla siebie. Nauczycielka poprosiła mnie, bym jako pierwsza losowała. Wylosowałam swój numer, więc podeszłam do stolika z nagrodami i wybrałam coś dla mnie - teczkę z flamastrami, kredkami takimi i siakimi, ołówkami i innymi pierdołami. Wtedy był szał na takie rzeczy. Używałam długo tego zestawu, jednak bardziej odpowiadały mi kredki i ołówki. 



Samobójstwo




Dzisiejszy wpis będzie dość kontrowersyjny, bo taki też jest jego temat. Zdecydowałam się jednak, że napiszę o samobójstwie, bo prawdopodobnie nie wspominałam o tym na moim blogu, a sądzę, że to dość ważny, a rzadko podejmowany temat. Wiele osób (najczęściej zdrowych, szczęśliwych, wychowanych w przysłowiowej złotej klatce) twierdzi, że samobójcy to ludzie nie potrafiący stawić czoła życiu, istoty jedynie z upośledzeniem psychicznym. Zastanawia mnie, dlaczego mają takie, a nie inne zdanie. Racja, zdarzają się ludzie, którzy rzeczywiście mają zaburzenia osobowości, depresję i tak dalej, ale spójrzmy na to z innej strony - ile osób na świecie odebrało sobie życie przez głupie, anonimowe wyzwiska w internecie, bądź słowa nienawiści z ust rodziców czy sympatii, ''dzięki temu'' czując się beznadziejnymi, nic nie wnoszącymi cieniami? To są ludzie psychicznie chorzy? Myślę, że jedynie potrzebują pomocy zaufanego psychologa, tylko dlatego, że idiotyzm innych pozwolił na zrównanie tego człowieka z ziemią. Tak, tak - nikt jako jednostka świata nie zmieni. Dla mnie jednak to, co w tych czasach dzieje się na świecie między ludźmi jest po prostu przerażające, wręcz odrzucające. Dziwię się, że nikogo to nie skłania do refleksji. Jeśli ktoś chce odejść... no cóż, ja niestety nic z tym nie zrobię, jeżeli ani nie zawiniłam, ani nie jestem osobą z otoczenia człowieka rozmyślającego nad próbą samobójczą. Gdyby przytrafiła mi się taka sytuacja z kimś bliskim, zrobiłabym wszystko, by wybić mu taką myśl z głowy. Mój wybór chyba nikogo nie zdziwił. Prawdą jest, że życia za nikogo nie przeżyjemy, więc o śmierci też nie możemy sądzić. Każdy ma swoje ciało i duszę, robi z nią co chce. Aborcja, in-vitro, operacje plastyczne, autoagresja... to wszystko ma jakieś powiązanie z samobójstwem. Dlaczego? Bo każda z tych czynności ma styczność z ciałem i jest wyborem człowieka. Jeśli chce odejść, bo nie czuje się tu dobrze, a nie ma nikogo, kto mógłby mu pomóc, wtedy mało prawdopodobne, że zdecyduje się na dalsze życie. Teoretycznie nie powinniśmy mieszać się w życie kogokolwiek, bo i tak zazwyczaj wyjdziemy na tych najgorszych, ale dlaczego by nie pomóc wrakowi człowieka, który bezgłośnie woła o pomoc? Ludzie potrafią tylko wybrzydzać, krytykować i oczerniać równych sobie. To straszne, w jakim obecnie żyjemy społeczeństwie.





 

Mama




Jest ktoś, kto kocha Cię niesamowicie mocno. Bardziej, niż ktokolwiek na świecie. Nikt nie zapewni Ci takiego bezpieczeństwa i nie ofiaruje tyle szczęścia, co ona. Tylko ta jedna, jedyna kobieta potrafi wyczarować szczery, przepełniony miłością uśmiech na Twojej twarzy. Nosiła Cię całe dziewięć miesięcy pod sercem. Gdy się urodziłeś, była przy Tobie w każdej chwili. Nigdy nie mogła spać, gdy coś Ci dolegało. Całą noc tkwiła przy Tobie w czasie jakiejkolwiek choroby. Jeździła z Tobą wszędzie - do lekarza, cyrku, kina, wesołego miasteczka, na lody. Dbała o to, byś czuł się jak najlepiej. Starała się zapewnić Ci wszystko, co najważniejsze. Cieszyła się z Twoich najmniejszych postępów. Uczyła Cię chodzić. Twoje pierwsze słowo było najważniejszym momentem w jej życiu. Popatrz, minęło tyle lat, a ona nadal strzeże Cię jak oczka w głowie. Daje Ci wszystko to, czego ona nigdy nie miała. Doskonale zna ten ból, kiedy czegoś brakuje. Pomaga Ci we wszystkim. Postępuje tak, byś czerpał z tego korzyści. Wspiera Cię w chwilach załamania, podnosi Cię po upadku. Mimo porażki udowadnia Ci, że właśnie teraz zwyciężyłeś. Nadal wpaja Ci do głowy najmądrzejsze życiowe myśli, które w przyszłości z pewnością Ci się przydadzą. Martwi się o Ciebie, gdy zostajesz sam. Nigdy nie pokazuje bólu na swojej twarzy, bo wie, że Ty również byś cierpiał. Zawsze stawia Twoje dobro nad swoje. Pragnie, żebyś to Ty czuł się jak najlepiej. Bo to Ty jesteś jej największym skarbem, jaki kiedykolwiek mogła mieć. Boi się tego, że kiedyś ją opuścisz. Wkroczysz w dorosłe życie i nigdy nie będziesz jej odwiedzał. Nie usiądziesz przy niej, nie wtulisz się w ramiona i nie porozmawiasz z nią tak, jak kiedyś. Znajdziesz swoją miłość, założysz rodzinę, a o niej zapomnisz. Udowodnij jej, że tak nie będzie. Pokaż, że jest najważniejszą osobą w Twoim życiu. Upewnij, że nigdy jej nie opuścisz - przecież jest Twoją mamą. Najwspanialszą na Ziemi. Pamiętaj, że gdy byłeś mały, ona stawała na głowie, byś czuł się jak najlepiej - Ty również nie zapomnij o niej, gdy będzie kroczyć swą najpóźniejszą w życiu drogą. Role się odwrócą. Pomagaj jej, traktuj ją tak, jak ona traktowała Ciebie za młodu.






Kiedyś i dziś




 Ktoś kiedyś zapytał mnie, co sądzę o latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych. Czy zazdroszczę czegoś ludziom żyjących w tamtych czasach, co tak naprawdę zmieniło się na przestrzeni lat. Otóż, myślę, że tak - zazdroszczę im, bardzo. Ludzie kiedyś byli zupełnie inni, niż dziś. Byli o wiele lepszymi osobami, cechowali się człowieczeństwem. Mieli w sobie choć odrobinę empatii i tolerancji, czego niestety w dzisiejszych czasach brakuje. Żyli poza internetem, który, spójrzmy prawdzie w oczy - potrafi doszczętnie człowieka zniszczyć i pochłonąć. Każdego dnia cieszyli się z najmniejszych rzeczy, nie potrzebowali wypasionych gadżetów, dziś powszechnie spotykanych w rękach co raz młodszych dzieci. Ich drugim domem było podwórko, do zabawy wystarczył trzepak i stara, obdarta z materiału piłka. Potrafili pomagać sobie nawzajem, nie opuszczali w potrzebie. Można było bez problemu znaleźć prawdziwych przyjaciół na całe życie. Teraz każdy każdego może opluć, obrzygać, strach myśleć, co jeszcze. Wyjdziesz na ulicę - nie minie kilka minut, już zauważasz zimny wzrok mierzący Cię od stóp do głowy. Wystarczy, że potkniesz się, robiąc krok, a już za plecami chichoczą ludzie, za którymi niegdyś wskoczyłbyś w ogień. Znajdą się uliczni cwaniacy, którzy bez skrupułów napie*dalają po twarzy każdego, kto nie podpasuje pod ich gust. Człowiek o odmiennej orientacji bądź preferujący mocniejszy makijaż nie czuje się bezpiecznie we własnej miejscowości. Ma świadomość tego, że rówieśnik może sprzedać mu tradycyjnego ''liścia'' w policzek za najmniejszy błąd. Mówiąc prościej, wpie*dol w tym kraju dostajesz za darmo. Czy to jest normalne? Ludzie z dnia na dzień potrafią zmienić się w bestie, co gorsza, nieodwracalnie. Naprawdę, znam kilka osób, które jeszcze niedawno były wspaniałymi znajomymi - nigdy nie tknęli nawet muchy, nie wdawali się w konflikty, unikali ulicznych bijatyk, szanowali resztę, swoją osobowość i jako tako dbali o szkołę. Dziś? Dziś kompletnie to olewają. Wszystko mają w dupie. Dlaczego? Wybierają zły kierunek. Postanawiają kroczyć gorszą drogą. Błądzą w myślach, gubią w słowach. Zmiana towarzystwa, najczęściej na takie, dla którego obojętne jest wykształcenie znajomego, bo przecież to nie ich życie. Dla nich najważniejsza jest fajeczka, dobra zabawa i godzinne przebywanie na murku, śmiejąc się z byle czego. Trzymają się razem, dopóki nie zagraża im niebezpieczeństwo - wtedy każdy idzie w inną  stronę, próbując ratować swój tyłek. Gdzie się podziała solidarność? Gdzie umiejętność współpracy w grupie, zasada ''jeden za wszystkich, wszyscy za jednego'' ? Zbyt często ludzie niszczą więzi słowami, pozornie uznawanymi za najmniej bolesną formę nienawiści. Być może tego żałują, ale co z tego, jeśli jest za późno, skoro tego nie da się już naprawić. Świat spada na dno, co raz szybciej.



Pudełko




Każdego dnia, gdy wchodzę do swojego pokoju, widzę je. Stojące na szafie, pozornie zwykłe beżowe pudełko. Perfidnie przygląda się moim poczynaniom o każdej porze dnia. Widziało każdą moją łzę, każdy szczery uśmiech. Trzymam w nim wszystkie swoje sekrety. Tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. To zabawne, że trzymam je na widoku - przecież każdy może je ściągnąć, po prostu, tak z czystej ciekawości. Wiecie? Nikt do tej pory nawet go nie zauważył. Każdy wodził wzrokiem po pokoju, jednak nigdy nie znalazł się człowiek, który spojrzał na pudełko. A może po prostu nie chciał zauważyć, bał się zapytać, co kryje się w środku. Otóż, dla mnie to pudełko jest bramą magii. Chroni moją duszę, osobowość. Przechowuje wszystkie moje wspomnienia - dobre i złe. Dlaczego? Wie, że kiedyś zechcę o nich zapomnieć. Będę próbowała się ich pozbyć. W rzeczywistości tego nie chcę. Każde wspomnienie jest ważne i chcąc je zniszczyć, zniszczę swoją przeszłość. Stracę momenty, które kiedyś były dla mnie najważniejsze. Na pozór zbyteczne pudło jest moim przyjacielem. Przyjacielem, który ma prawo przeglądać wszystkie zdjęcia z dzieciństwa, kartki świąteczne, listy. Pilnuje nawet mojego pamiętnika, który dotąd był moim oczkiem w głowie, którego strzegłam za wszelką cenę. Dziś oddałam go pod opiekę staremu kartonowi po butach. Dziwne, prawda? Ale... przekonałam się, że jednak tam jest bezpieczny. Zwykłe pudełko darzę większym zaufaniem, niż kogokolwiek ze szkolnych znajomych. Wierzę w niewinność rzeczy martwych. Wiem, że nie pożałuję tej decyzji. Kiedyś, po wielu latach znów uchylę wieczko przestarzałego pudła. Odkryję na nowo przedmioty owiane tajemnicą. Odkopię wszystkie sytuacje, które tak bardzo wpłynęły na moje życie. Powspominam stare, dobre czasy. Przypomnę sobie beztroskie życie kilkunastoletniej smarkuli, której problemy opierały się głównie na przedwczesnych uczuciach. Pośmieję się z dawnych powodów do nieustannego płaczu. Po raz kolejny zdam sobie sprawę, jak czas szybko leci. Nie zatrzyma się nawet na moment, zawsze w pośpiechu. Czas nie potrzebuje odpoczynku, uwielbia biec przed siebie, nie zważając na problemy otaczające świat. Przejmuje się tylko sobą i tym, co będzie za chwilę. Może powinniśmy brać z niego przykład? Cieszyć się chwilą i nie rozpamiętywać dzień w dzień tego co było kiedyś? Zbierać doświadczenie i chować je do pudła, by już na zawsze pozostało z nami? 
Zastanówcie się nad tym.






Fandomy




Jedna, wielka rodzina. Ogromna - obejmująca cały świat. Spokrewniona inaczej, a jednak nadal łączy ich wiele. Wspierają się nawzajem w najtrudniejszych momentach, tylko oni potrafią zrozumieć nietypowe, być może zabawne problemy, których nikt inny nie zauważa. Rozmawiają o wszystkim. Nigdy nie brakuje im tematów do rozmowy. Śmieją się i płaczą wspólnie, najczęściej z tych samych przyczyn. Kiedy jeden z nich upadnie, reszta ciągnie go ku górze. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Nigdy nie zostawią siebie w potrzebie. Wspólnie rozmyślają, razem wybierają najlepsze rozwiązanie. Spotykają się najczęściej, jak tylko mogą, by po kilku miesiącach zobaczyć się z rodzeństwem, które nigdy mogło by być aż tak podobne do nas. Śmieją się ze wszystkich osób niegodnych tego określenia. Jeden za drugim wskoczyłby w ogień. Bronią siebie nawzajem, niezależnie od tego, jaki popełnił błąd i czyja jest wina - zawsze staną po stronie brata, bądź siostry. Czekają na cud, w którym spotkają tych, którzy połączyli ich tą cudowną więzią. Wiesz, o kim mowa? O fandomach. Wspólnych mieszkaniach milionów młodych ludzi, którzy żyją wśród osób z podobnymi zainteresowaniami i gustami. Organizują zloty, które jednoczą. Nieważne, do jakiej grupy należysz - Beliebers, Daydramers, Directioners, BeyHive, RihannaNavy, Barbz, LittleMonsters, Selenator, Smilers, Swifties, Mahomies. Każdy fandom ma w sobie moc. Siłę, która wzmacnia wiarę w to, że kiedyś spotkają swojego idola. Zamienią z nim choć jedno słowo. Nie niszcz im marzeń. Wspieraj ich w wierze i umacniaj w nadziei - w końcu Ty również masz swojego idola, prawda? Także uwielbiasz muzykę, być może bardzo odrębną, ale nadal masz ją głęboko w sercu. Zrozum wreszcie, jak ważne są właśnie fandomy - przez wielu uznawane za głupotę. Choć spróbuj przywrócić muzyczną wspólnotę, która przez lata niestety zginęła.



Jednego serca...


"Popatrz na mnie, tak po prostu. Spójrz w głębię moich oczu. Widzisz to? Zauważyłeś to, co chcę Ci przekazać? Wyrwałeś mnie z objęć najgorszego z najgorszych. Wyciągnąłeś mnie z odchłani, w której tak długo trwałam. Pomogłeś mi się podnieść i odnaleźć starą siebie, ciało, w którym zawsze czułam się tak doskonale. Urozmaiciłeś każdy mój dzień swoją obecnością. Dzień w dzień starasz się o to, bym wreszcie uwierzyła w siebie. Tak bardzo nie lubisz momentu, w którym nie umiem walczyć ze słabościami. Zawsze wkraczasz do akcji - przekonujesz mnie do tego, że jednak mam w sobie coś wyjątkowego. Dzięki Tobie na nowo zaczynam wierzyć, że kiedyś uda mi się osiągnąć cel, do którego było mi tak daleko. Mimo własnych problemów i wydarzeń z przeszłości, prowadzisz mnie dobrą drogą. Łapiesz mnie za rękę i przyciągasz do siebie, gdy przypadkowo i nieoczekiwanie gubię trop. Prowadzisz mnie po swoich śladach i uczysz nowych rzeczy. Przyswajasz wiedzę i pokazujesz, jak silna jest więź przyjaźni. Nauczyłeś mnie, jak to jest tęsknić za kimś każdego dnia. Zabawne, prawda? Tak wielu ludzi w moim otoczeniu zdecydowanie różni się od Ciebie. Ale wiesz, jest w Tobie coś innego, co sprawiło, że Ci ufam. Dopełniamy siebie nawzajem. Każdy mały odłamek wiedzy trafia do każdego z nas. Chyba tylko Ty jeden zdążyłeś poznać większość moich zachowań przez najzwyklejsze rozmowy na portalach i komunikatorach. Wiesz, jaka złośliwa potrafię być, jednak w magiczny sposób sprawiasz, że przyzwyczajenie do złości znika. Jesteś przyjacielem, tylko dla mnie. Wszystkie wady, które posiadasz, zostają przyćmione ilością Twoich zalet. Wiesz, co jeszcze jest piękne? Przy mnie jesteś inny, niż przy reszcie. Zmieniasz się nie do poznania - ze znajomymi tylko się śmiejesz. Ze mną potrafisz płakać, kłócić się przez cały dzień, tęsknić, marzyć. To również w jakiś sposób czyni mnie wyjątkową. Podobno uśmiech jest wizytówką człowieka - Twój przyciąga z podwójną siłą. Doceniasz każdą chwilę, w której możemy złapać kontakt. Wykorzystujesz ją w dwustu procentach. Nikt oprócz nas nie zauważa, jak wiele nas łączy. Pamiętam, jak na początku zupełnie nie wiedziałam kim jesteś. Zobacz, jak wiele się zmieniło. Reszta zostaje we mnie, tajemnice są po to, by je odkrywać. Odważ się spojrzeć głębiej. Spójrz w te błękitne oczy, które tak bardzo uzależniły Cię od siebie.''






Autoagresja w Internecie




Dzisiejsze czasy przyswajają nam nowe technologie, które wykorzystujemy każdego dnia.
Spójrzmy głębiej, w jeden z najpopularniejszych wynalazków współczesności. Internet wbrew
pozorom nie jest do końca bezpieczny. Każdy może umieszczać w nim wszystko, na co tylko ma ochotę. Mało która strona posiada cenzurę, a co dopiero z niej korzysta. Większość portali społecznościowych przejęła młodzież. Owe strony powstały po to, by rzekomo każdy młody człowiek korzystał z rozrywki w wirtualnym świecie. Niestety, na wielu portalach coraz częściej pojawiają się zdjęcia z motywem śmierci. Zazwyczaj udostępniają je nastolatki, którzy twierdzą, że nie radzą sobie z własnymi problemami. Trzy strony szczególnie zwracają na siebie uwagę. Każda z nich funkcjonuje
do dziś, mimo tego żadna z nich nie cenzuruje tego typu zdjęć, które wielu osobom mogą zaszkodzić.
Udostępnianie zdjęć ukazujących okaleczoną rękę na facebook'u - nieodpowiedzialne. To portal
społecznościowy, przecież każdy bez wyjątku może to zobaczyć. Ludzie udostępniający zdjęcia
pociętego ciała, co więcej, z dodatkowymi tekstami często dotyczącymi śmierci nie liczą się z opinią
innych na ten temat. Często są krytykowani. W sumie nic dziwnego, pokazywanie takich rzeczy na
Facebooku jest pod publikę, zwykła chęć zwrócenia na siebie uwagi. Tumblr - również często odwiedzana strona, aczkolwiek to chyba jedyne miejsce, gdzie można bez problemu udostępniać te zdjęcia. Dlaczego? Tumblr jest różnorodny, tam można dodać wszystko. Ponadto, jest tak jakby pamiętnikiem - można tam pozostać anonimowym i codziennie wypełniać kolejne kartki. Tumblr to nie zwykła strona do dodawania fotografii. Dla niektórych, szczególnie samotnych osób jest przyjacielem, który skrywa wszystkie tajemnice. Wiadomo jednak, że nie ma ograniczenia wiekowego, więc zdjęcia mogą skłonić każdego młodszego człowieka do refleksji dotyczących samobójstwa. Ask - dość kontrowersyjny temat. Uznaję ustawienie zdjęcia profilowego przedstawiającego autoagresję, ale bez przesady. Fakt faktem, stronę często odwiedzają najmłodsi, ale nigdy nie wiadomo do kogo to zdjęcie należy. Zawsze lepsze to, niż nadmierne używanie wulgaryzmów. Natomiast jeżeli ktoś nieustannie wstawia fotografie dotyczące samookaleczania się, wszędzie widać krew, igły przebijające usta, gwoździe w dłoni i powbijane w żyły żyletki, można to uznać za niemoralne i nieodpowiedzialne zachowanie. Przecież Ask.fm nie toleruje prywatności. Ludzie w internecie ukazują wszystko - nagość, śmierć, cokolwiek zechcą. Bo wszystko jest dla ludzi. Jeśli mogą dodawać inne rzeczy, to czemu nie mogliby dodawać zdjęć z podciętym gardłem? Głupie myślenie wielu osób, często zdesperowanych lub dążących do czegoś nowego. W wielu przypadkach jest to również chęć zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi. Przecież z internetu korzysta teraz głównie młodzież, a to właśnie oni potrzebują rozgłosu. Warto się zastanowić kilka razy, zanim udostępnimy coś w sieci. Chyba nie chcemy mieć później wyrzutów sumienia, że przyczyniliśmy się 
do krzywdy innych, nieprawdaż?




Nowe życie.




Usiądź. Zamknij oczy. Wsłuchaj się w bicie swojego serca. Czujesz te powolne uderzenia? Teraz pomyśl o czymś, co ostatnio było powodem Twojego płaczu. Teraz bije szybciej, prawda? Boli. Wszystko przerywa Twoje bezsilne serce i tłucze na miliony kawałków szklaną osłonę odpowiedzialną za wszystkie emocje tłumiące się w Tobie od dawna. Rozklejasz się, płaczesz po raz kolejny, przy tej samej piosence, która od zawsze przywołuje tylko tą jedną, najważniejszą sytuację. Krokodyle łzy swobodnie spływają po drżących policzkach. Dlaczego płaczesz? Przecież zawsze byłaś wesoła. Każdego utwierdzałaś w przekonaniu, że jesteś szczęśliwa i nic nie jest w stanie tego zniszczyć. Starałaś się być twarda i nieugięta. Kłamałaś? Nie, udawałaś. Całkiem nieźle wychodziło Ci granie zadowolonej nastolatki, która chwyta każdą chwilę. Nikt z Twoich znajomych nie pomyślałby, że jesteś w tak opłakanym stanie. Potrzebujesz tej pomocy. Oczekujesz wsparcia, jednak powoli przestajesz wierzyć, że kiedykolwiek je otrzymasz. Warto było udawać inną siebie? Teraz nikt nie zrozumie, dlaczego z dnia na dzień zmieniłaś się we wrak człowieka. Większość stwierdzi, że jesteś na tyle silna, by samej poradzić sobie z problemem - przecież dla Ciebie to błahostka. Jak jest w rzeczywistości? Cholernie Cię to męczy. Nie umiesz wyrzucić tego na zewnątrz, jednocześnie nie potrafiąc tłumić tego w sobie dłużej. To Cię burzy. Zabija powoli, od środka, doszczętnie niszczy każdą iskierkę nadziei pojawiającą się na drodze. Chcesz tego? Chcesz, żeby Twoje beznadziejne problemy zniszczyły wszystko - uczucia, marzenia, radość, relacje? Więc dlaczego zaszywasz się w czterech ścianach i zamykasz w sobie, nie pozwalasz sobie pomóc? Wszystkim dookoła dajesz wspaniałe rady, szkoda, że sama nie potrafisz ich wykorzystać. Ironiczne podejście. Racja, łatwiej mówić, trudniej zrobić. Jednak mimo wszystko, w tej chwili, właśnie teraz - wstań. Otrzyj łzy i spójrz w lustro. Wykrzycz, że jesteś w stanie podnieść się po upadku. Pogódź się ze sobą i własnym sumieniem. Ciesz się każdą małą rzeczą, bo dzięki niej odniesiesz sukces. Jeszcze nie wstałaś? Wierzę w Ciebie. Podnieś tyłek i przestań użalać się nad swoim życiem - za kilka lat będziesz się śmiać z dzisiejszych problemów, bo rozwiązałaś je szybciej, niż Ci się wydawało. Stwierdzisz, że zbyt wiele minut zmarnowałaś na smutek. Poszukaj jakichś  pozytywów - nabierasz doświadczenia, zaznajesz goryczy. Uwierz, że zawsze po burzy wychodzi słońce. Wstałaś? Wiedziałam. Wiara czyni cuda.






Wolontariat




Na świecie codziennie ktoś się rodzi. Codziennie ktoś umiera. Wielu wspaniałych ludzi z naszego społeczeństwa walczy o najcenniejszą rzecz. Walczą z najgorszym wrogiem w szpitalach. Każdy ma swój czas na ziemi, niektórzy muszą go skracać. Umierają, bo nikt nie ma warunków do pomocy. Nie można w żaden sposób przywrócić ich do normalnego życia. Tak wielu ludzi cierpi z powodu swojej choroby. Tak wiele rodzin musi leczyć rany w sercu przez odejście jednej z najważniejszych osób w swoim życiu. To niesprawiedliwe, prawda? Potrafimy tylko brać, myślimy tylko o sobie. Mało kto tak naprawdę kiedykolwiek odważył się zrozumieć człowieka od lat chorującego na białaczkę. Nikt nie zaryzykował, żeby choć na jeden dzień poczuć się jak niewinne, bezbronne dziecko, którego szpital jest drugim domem. Niewyobrażalne, jak wiele możemy zrobić przez okazanie choć odrobiny empatii. Jeśli nie uratujemy komuś życia, przynajmniej zmniejszymy siłę upadku jednej z dusz. Na szczęście istnieją ludzie, dla których nawet zupełnie obcy ludzie są ważni, którzy potrafią przeciwstawić się grze ze śmiercią. Wolontariusze od lat starają się wspierać osoby walczące o swój dar. Niejednokrotnie osiągnęli swój cel, jednak nadal się nie poddali. Walczą za tych, którzy powoli tracą siły. Z zimną krwią kopią po twarzy beznadziejną postać w czarnej płachcie i kosą w ręku. Pamiętają o wszystkich którzy odeszli i dbają o innych, by cieszyli się tym co mają, nawet jeśli niedługo stracą swoją szansę. Najgorsze w życiu wolontariuszy jest to, że niekiedy muszą pożegnać się z osobą, którą zdążyli dogłębnie poznać - do której się przywiązali. Wtedy muszą zdać sobie sprawę, że już nigdy nie spotkają identycznej osoby. To trudne. Szczególna uwaga należy się wolontariuszom z hospicjów. Jak silną muszą mieć psychikę, by prawie codziennie żegnać się ze swoimi podopiecznymi. Jak ciężko musi im się żyć, skoro nie mają pewności, że następnego dnia zobaczą uśmiech jednego ze swoich przyjaciół. Muszą pogodzić się z tym, że każdy musi posmakować świata, jednak nie wszyscy otrzymują od losu tak dużą szansę. Niektórym zabraknie czasu, wielu już zabrakło. Smutne jest to, że nie potrafimy docenić życia, dopóki śmierć nie dotknie naszej dłoni. Narzekamy na wszystko, nigdy nie cieszymy się z małych rzeczy. A przecież powinniśmy pamiętać, że duża część z nas nie ma odwagi wstać rano bez stresu, pocieszyć się, że jednak będzie dobrze, że poradzą sobie z przeciwnościami losu, wygrają bitwę i wyjdą z tego z podniesioną głową.






Pasja




Spójrzmy raz, a porządnie w naszą głębię. Postarajmy się zauważyć, co czujemy, jakie emocje zazwyczaj nam towarzyszą. Z pewnością wiecie, co kłębi się w Waszych głowach każdego dnia. Zastanawialiście się kiedyś nad przenoszeniem myśli na zwykłą kartkę papieru? Pozwoliliście choć raz wydostać im się na powierzchnię i zaszaleć na zewnątrz? Pasja może Wam w tym pomóc. Pasja jest jedną z najwspanialszych przyjaciół godnych zaufania. Zrozumie każdą łzę, uśmiech, dynamikę, zakłopotanie. Potrafi wyczuć co kieruje człowiekiem przy tworzeniu nawet tych najmniej sensownych dzieł. Każda pasja czymś się różni. Nie należy ich łączyć w zbiory, wrzucać do tego samego pudła, w którym swój dom znalazła inna pasja. Wszystkie są wyjątkowe, inne. Rysowanie jest moim zdaniem niezwykłym zamiłowaniem. Tworzysz bajeczne abstrakcje, dobrze się przy tym bawiąc. Na kartce wypisujesz siebie. Całą swoją osobowość. Zapominasz o wszystkich negatywnych emocjach, chowasz problemy do szuflady z zapomnianymi przedmiotami, które najprawdopodobniej już nigdy nie będą Ci potrzebne. Ukazujesz cząstkę swojego serca, odkrywasz tajemnice swojego wnętrza jednocześnie dając innym do zrozumienia, jak barwną postacią jesteś. Teraz świat należy do Ciebie. Kolorujesz go własnymi farbami. Łączysz barwy, odsłaniasz nowe oblicze zwykłego człowieka. Toczysz walkę z rutyną i szarością dni. Wzmacniasz swoje myśli, budzisz wiarę w siebie. Motywujesz do pracy każdego, kto zwróci uwagę na Twój zapał. Pamiętaj - możesz rozpalić tłum tym, co kochasz. Trzymasz się tej zasady od początku do końca. Najpiękniejsze jednak jest to, że malujesz to, na co masz ochotę. Jasnozielone kwiaty, wściekłego tygrysa, parasol z kropli deszczu, ryby kąpiące się w tęczówce oka. Każda sytuacja wyraża coś innego, prawda? To Twoja wyobraźnia wzbudza w Tobie instynkt mordercy. Mordercy wszystkich najgorszych momentów, które do tej pory nie pozwalały Ci zapomnieć o przeszłości. Pokochujesz to. Z dnia na dzień chcesz tworzyć więcej i więcej, nie umiesz bez tego żyć. Uzależniasz się. A zaczęło się tak niewinnie, nieprawdaż? To pasja. Zainteresowanie, którego szybko nie opuścisz. Nie będziesz potrafił zniszczyć tej niesamowitej więzi, która łączy Cię z rysowaniem. Ba, nigdy nawet nie zechcesz jej niszczyć. Możliwe, że niedługo będziesz jak ja. Rysowanie stanie się Twoim nałogiem, mnie też się to przytrafiło. Widzisz? Jednak mamy coś wspólnego, mimo, że prawie się nie znamy. Tworzymy jedność. Silną rodzinę, która wspiera się poprzez robienie tego samego. Prawdą jest, że pasja łączy ludzi. 




Gdyby...



Zastanów się, czego Ci brakuje. Czego żałujesz, co straciłeś na zawsze, bezpowrotnie. Czego pragnie Twoje serce, które dzień w dzień umiera z tęsknoty. Pomyśl o tym, co kochasz, mimo tego, że tak bardzo Cię zraniło. Pomyśl o przeszłości. Wspomnieniach, które nadal trwają gdzieś w Twojej głowie i nie mają zamiaru się wyprowadzić. O wszystkich momentach w życiu, które skłoniły Cię do wyboru pomiędzy złem, a dobrem. O niezliczonych drogach, które musiałaś wybrać w swoim życiu. Gdyby tak zacząć wszystko od początku? Gdyby tak odbudować wszystko, co zniszczyłaś i znów stworzyć bajkowy świat, w którym było Ci tak dobrze. Naprawić relacje, które już dawno zakrył kurz. Zrozumieć, że to właśnie oni byli i są najwspanialszymi ludźmi, których kiedykolwiek spotkałaś. Zauważyć, że jednak nie warto zapominać o tym, co było kiedyś. Gdyby tak uświadomić sobie, że przeszłość nie powinna niszczyć Ci teraźniejszości. Postawić wreszcie kropkę i przerzucić kartkę na drugą stronę. Zebrać wszystkie złe myśli i wyprosić je z Twojego życia, by zrobić miejsce na te najwspanialsze momenty. Zbierać doświadczenie i uczyć się na własnych błędach. Przestać użalać się nad sobą i wziąć się do realizacji planów. Gdyby tak zaryzykować i dać szansę człowiekowi, który od dawna czeka na Twoją miłość. Otworzyć się na świat i pokochać siebie. Walczyć z kompleksami. Pokonać słabości. Gdyby tak zastanowić się nad swoim życiem. Wybaczyć sobie wszystkie błędy, które do tej pory niszczyły Cię od środka. Gdyby tak nauczyć się kochać. Nauczyć się spełniać marzenia i osiągnąć cele, które ostatnio trwają w walce ze wspomnieniami. Uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Poznać wszystkie zalety na pozór beznadziejnego świata. Przestać oceniać ludzi przez pryzmat wyglądu i pierwszego wrażenia. Szanować każdego bez wyjątku i wymagać tego samego. Gdyby tak zacząć dawać drugą szansę ludziom zagubionym. Podjąć próbę zmiany świata na lepsze. Pomóc tym, którzy mają dziś podobne problemy do tych naszych, sprzed kilku lat. Znaleźć pasję, którą pokochamy całym swoim sercem. Gdyby tak postępować według własnych zasad. Odnaleźć w sobie silnego wojownika walczącego o swoje racje. Nie przejmować się idealizowaniem współczesnego człowieka. Żyć po swojemu, nie zwracając uwagi na opinię innych. Postarać się nie popełniać tego samego błędu po raz kolejny. Znaleźć w sobie siłę na przeżycie każdego kolejnego dnia. Gdyby tak powrócić do tego, co było kiedyś i zacząć w końcu normalnie żyć.  







Nostalgia



"Marzec 1997 - Narodził się nowy człowiek, kolejny do kolekcji ludzkości. Narodziłam się ja - mała, niewinna dziewczynka, która nie wiedziała, na kogo wyrośnie w przyszłości. Mijały dni, miesiące, lata. Poszłam do szkoły jak tysiące innych dzieci, z roku na rok byłam co raz bliżej zakończenia szkoły podstawowej - jeden z przełomowych momentów w moim krótkim życiu. Podstawówka była trudnym orzechem do zgryzienia, jednak tam nauczyłam się znaczenia słowa ''przyjaźń''. Prawdopodobnie przyjaźń jest na całe życie - przynajmniej tak mnie się wydaje. Chyba jednak nie wszyscy uznają tę samą definicję tego słowa. Nie wszyscy są na zawsze, nie każdy żyje ze mną w zgodzie. Cóż, przeszłam do gimnazjum. Trafiłam do szkoły wyższej, gdzie panuje zupełnie inne życie. Nowe osoby, nowe gwiazdy korytarza, zupełnie inni nauczyciele. Na początku się bałam - pamiętam, że martwiłam się tym, że mało kto zaakceptuje mnie w tej szkole. Było inaczej. W kolejce do mojego zaufania ustawiło się kilka osób - wspaniali ludzie. Zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić. Ale... jeden był cudowny. Oczywiście, chłopak, ale przyjaciel. Bynajmniej na początku tak było. To wszystko dziwnie się zaczęło, aczkolwiek bardzo szybko się rozwinęło. Pokochałam go. Codziennie o nim myślałam, przed snem snułam bezsensowne historyjki. W kwietniu 2012 roku zaczęliśmy się spotykać - nie byliśmy parą, ale spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Kocha - tak mi się wydawało. Głupia byłam. Ale przecież... on sprawiał takie wrażenie, więc dlaczego później to wszystko się zawaliło? Nie rozumiem tego. Kilka miesięcy później przestał się odzywać. Zupełnie bez powodu znienawidził mnie. Stwierdził, że to nie ma sensu, że nie jestem mu potrzebna. Za nim zniknęła reszta osób, których w tym momencie cholernie potrzebowałam. Myślałam, że to najgorsze, co może mnie spotkać, jednak... myliłam się. Szósty dzień września, 2013 rok - tę datę zapamiętam do końca życia. Będzie się pojawiać w najgorszych koszmarach, tak się boję tej daty. Tego dnia... on zginął. Zginął. Nie uciekł, po prostu już nie istnieje. Na własne oczy widziałam, jak odchodzi z tego świata. Nic nie mogłam zrobić. Wracaliśmy ze szkoły - osobno, ale tą samą drogą. Wiedział, że za nim idę. Nagle, ni stąd ni zowąd wybiegł na ulicę i rzucił się pod nadjeżdżającą ciężarówkę. To była chwila, jeden zwykły moment, w którym zawalił się mój mały świat. W tej chwili zakończyła się produkcja filmu, w którym głównymi bohaterami byliśmy my. On ją widział - nie było najmniejszych szans, żeby jej nie zauważył, jestem pewna. Wskoczył pod koła ciężarówki od razu - nie czekał, aż nadjedzie bliżej. A przecież nie sprawiał wrażenia zdruzgotanego czy zasmuconego. Był zupełnie szczęśliwym człowiekiem, tak jakby w ogóle nie miał problemów. Ciężarówka przejechała - kierowca ani na moment nie zatrzymał się - jakby zupełnie go nie zauważył. Patrzyłam oszołomiona, jak umiera. Podbiegłam do niego. W tej chwili nie przejeżdżał żaden samochód, nie przechodziła żadna żywa dusza. Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. W tej jednej, ostatniej minucie nieoczekiwanie ostatkami sił wyszeptał ''Będę o Tobie pamiętać''. Później wyzionął ducha. Widziałam, jak z ust leje się krew, serce przestawało bić. Nie mogłam wytrzymać. Już później nie pamiętam, co robiłam. Zostawiłam go tam? Nie, to niemożliwe. Wezwałam pogotowie? Zadzwoniłam po kogoś bliskiego? Może odeszłam bez słowa? Nie mam pojęcia. Ale wiem jedno - cudem uniknęłam samobójstwa. Od tamtego czasu nie każdy, kto ma na twarzy uśmiech, jest dla mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie ufam im. Widzę w nich coś więcej. Rozpoznaję w każdym ból i cierpienie. Więc pamiętaj - przede mną nic już nie ukryjesz. Nigdy."





Homoadopcja




Wszyscy wiemy, że nie każdemu człowiekowi los podarował szczęśliwe życie. Patrząc na samych siebie możemy zauważyć, że mamy ogromne szczęście. Przecież mamy rodzinę, żyjemy we własnym, przytulnym i bezpiecznym domu, do którego zawsze chcemy wracać. Na całym świecie jednak żyją ludzie, dla których zabrakło szczęśliwego życia. Mówię o dzieciach mieszkających całe swoje życie w Domach Dziecka. Smutne jest to, że nie wystarczą chęci, aby adoptować dziecko i dać mu poczucie bezpieczeństwa. Adopcja nie jest wcale taka prosta. Często pojawia się szczegół, nawet taki najmniejszy, który może zaprzepaścić szansę na uszczęśliwienie człowieka. Tu pojawia się pewna kwestia. Przecież... na świecie żyją też pary homoseksualne. One również mogłyby pomóc tym dzieciom, choć jednemu sprawić radość. Więc dlaczego wszędzie, nawet u nas w Polsce jest tyle kontrowersji na temat zakazu adopcji homoseksualistom? Dlaczego zabraniamy im cieszyć się życiem? W ten sposób odbieramy również szansę tym mniejszym. Nie pozwalamy na wolność dzieciom, które spędziły większość swojego życia w miejscu przywołującym okropne wspomnienia. Mogę szczerze stwierdzić, że dzieci adoptowane przez pary homoseksualne byłyby o wiele lepiej wychowane, niż w niejednej rodzinie heteroseksualnej. Ponadto, wiele z nich żyłoby w korzystniejszych warunkach. W mediach wielokrotnie pojawiały się argumenty dotyczące gwałtu ze strony homoseksualistów. Nie rozumiem tej całej afery. Spotkałam się już z dyskusją na podobny temat, tym razem między nastolatkami, którzy tak naprawdę mało wiedzą. Ponoć w mediach było zdarzenie dotyczące homoseksualisty gwałcącego zaadoptowane dziecko i został przez to zlinczowany przez społeczeństwo mimo tego, że nie było na to konkretnych dowodów. No właśnie - wszyscy oczerniają ludzi o innej orientacji, bo widzą w nich dziwaków, szukają nawet najmniejszych potknięć w ich życiu tylko po to, by zniszczyć im plany na przyszłość. Problem w tym, że nikt nigdy nie zwrócił uwagi na podobne zdarzenie, tym razem dotyczące heteroseksualnej osoby. Opinia ludzi na owy temat jest już wyrobiona. W rzeczywistości bardzo często wygląda to tak: homoseksualista ''zgwałci'' dziecko - to niedopuszczalne, jak on może, powinien zginąć! heteroseksualista zgwałci dziecko - to normalne, zdarza się. Czy takie zachowanie faktycznie jest normalne? Oczernianie ludzi bezpodstawnie tylko dlatego, że nie tolerujemy innych orientacji jest pozytywne? Sądzę, że nie. Jeśli dziecko ma zapewnione dobre warunki, to jak najbardziej powinno być zaadoptowane przez taką rodzinę. Rozumiem, że dziecko może być później szykanowane w szkole, ale... czy bez tego tak nie jest? Lepiej mieć dwóch ojców lub dwie matki, niż spędzić życie samotnie w Domu Dziecka lub żyć bez kogoś bliskiego.





Nastoletnia miłość.





Wstajesz rano. Otwierasz szeroko oczy i cieszysz się, że nastał nowy dzień, w którym znów możesz spotkać kogoś wyjątkowego. Uśmiechasz się, bo wiesz, że jest motywacja do odwiedzenia szkoły. Masz odwagę i siłę, wiesz, że potrafisz zrobić to, na co masz ochotę. Zrywasz się na nogi i bierzesz się do pracy - godzinami stoisz przed lustrem, dobierając ubrania i odpowiedni makijaż na dzisiejszy dzień. Musisz wyglądać perfekcyjnie. Dbasz o siebie jeszcze bardziej, niż zwykle. W końcu wychodzisz. Idziesz przed siebie szybkim, pewnym krokiem. Jesteś co raz bliżej. Uchylasz bramkę i witasz dziedziniec szkolny szczerym uśmiechem. Nie zauważasz tych wszystkich zakłamanych twarzy i szyderczych uśmiechów. Nie widzisz osób idących z opuszczoną głową. Twój wzrok błąka się po całym dziedzińcu. Wyszukuje go. Szuka tego chłopaka, który sprawia Ci radość. Pamiętasz jego plan zajęć, poszczególne gabinety, w których odbywają się jego lekcje. Wreszcie widzisz jego sylwetkę wyłaniającą się zza ściany. Zbliża się. Serce bije Ci mocniej, tak jakby chciało się wydostać. W głowie pojawia się tysiące myśli, Twoje źrenice rozszerzają się do największego rozmiaru. W brzuchu czujesz łaskotki, to nie motylki. Motylki są delikatne, to zbyt słabe uczucie. To coś więcej. Rzucasz zwykłe ''cześć'' i mijasz go. Zgrywasz niedostępną, a przecież to takie trudne. Nie potrafisz się skupić na kolejnych lekcjach. Nieustannie o nim myślisz, zastanawiasz się, czy on robi to samo. Wracasz do domu z uśmiechem na twarzy. Jesteś zadowolona ze zwykłego uśmiechu, gestu, słowa rzuconego z jego ust. Resztę dnia spędzasz na myśleniu o nim. Słuchasz piosenek, których tekst opisuje Waszą sytuację. Leżysz w łóżku pijąc ciepłą herbatę i zajadając się ciasteczkami. Przed snem snujesz miłosne historyjki, które w Twoim przekonaniu kiedyś staną się rzeczywistością. Głównymi bohaterami jesteście Wy. Bajkowe love story z radosnym zakończeniem. Dzień za dniem, każdego następne­go dnia chcesz więcej. Całkowicie poddajesz się uczuciu. To miłość - narkotyk najsilniejszy z możliwych. Czyż nie tak większość z nas zachowuje się po poznaniu osoby, która jest dla nas kimś więcej, niż znajomym? Która z nas potrafi opanować te emocje i nie myśleć tylko o nim? Pewnie żadna z nas. Miłość nie jest skar­bem, który się po­siadło, lecz obus­tron­nym zobowiązaniem. 



BODY




Dzisiejsze czasy przyswajają w nas nowe problemy. Zmienia się otoczenie, zmieniają się ludzie. Pojawiają się inne zmartwienia, niż dotychczas. Do świata popularności zawitały nowe twarze, które są kolejnym powodem do rozwijania się kompleksów. Na niekorzyść młodzieży dodatkowo pomagają media, które kreują ideały sylwetek i osobowości wśród ludzi. Tak rodzą się kompleksy nastolatków, których na dobrą sprawę tak naprawdę nie powinni mieć. Są młodzi, a świadomość o swoich niedoskonałościach, która narodziła się przez idealizowanie gwiazd czerwonego dywanu przeszkadza im, zwykłym ludziom w codziennym życiu. Nikt z nas nie potrafi ich zniszczyć, zapomnieć o nich. Możemy je zakryć, lecz nigdy nie zapomnimy o ich istnieniu. Zawsze będą żyć z nami. Więc, jak sobie z nimi radzić? Tu pojawia się niemały problem. Kompleksy są różne - a to za duży nos lub pulchne policzki, a to za krótkie i zbyt krzywe nogi... Jest wiele ''rodzajów'' naszych niedoskonałości. Nie pasuje nam wszystko; wzrost, waga, kolor włosów, kształt twarzy, wielkość oczu, wcięcie w talii, zbyt duże biodra - zauważyliście, że większość z wymienionych przeze mnie tak zwanych wad można zaliczyć do problemów kobiet? Zrobiłam to, ponieważ najczęściej właśnie płeć żeńska nie potrafi w pełni zaakceptować swojego ciała, a chociażby dlatego, że codziennie widzą wokół siebie kogoś, kto w ich przekonaniu jest piękniejszy od nich, bądź ma coś, czego one nie mają. Jakby tego było mało, tracą wiarę w swoją atrakcyjność i jakiekolwiek szanse u płci przeciwnej. Wystarczy, że zobaczą zdjęcie światowej sławy modelki czy aktorki uznanej za najpiękniejszą kobietę roku i potrafią zamknąć się w sobie, szukając drogi do samodzielnego udoskonalenia. Katują się głodówkami i wyczerpującymi ćwiczeniami, które niestety bardzo często doprowadzają do niezadowalających efektów. Mężczyźni z reguły mają kompleksy związane z masą mięśni bądź ''kaloryferem'' na brzuchu. To również wina wszystkich mediowych ideałów. Tracą pewność siebie i boją się o swoje powodzenie. Szkoda tylko, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że w rzeczywistości wszystkie popularne gwiazdy czerwonego dywanu na co dzień również walczą ze swoimi wadami. W mediach od zawsze rządził i długo będzie królował photoshop. Każdy sławny człowiek zrozumiał, co znaczą ''małe poprawki'', czy tego chciał czy nie. Idealne ciało, bądź twarz bez zmarszczek i zaczerwienionych plamek to zasługa profesjonalnych programów fotograficznych. To przykre, że ludzie tak ślepo i nieustannie dążą do ideału, który niestety na tym świecie nie istnieje. Nikt nie jest idealny i powinniśmy wreszcie w to uwierzyć. Ważne jest to, żebyśmy nie chcieli być lepsi od kogoś innego, lecz żebyśmy dążyli do tego, aby być lepszym od tego, kim byliśmy dzień wcześniej. 



Szczęście




Szczęście - właśnie tego pragnie każdy człowiek. Dlaczego wszyscy nie możemy go doświadczyć?
 Na każdym kroku możemy spotkać osobę, która wylewa swój ból, mówi o cierpieniu, smutku, problemach. Zaskakujące jest, jak niewielka ilość ludzi potrafi cieszyć się życiem. Przecież nie każdy żyje w dobrych warunkach, dostaje wystarczająco miłości i wsparcia, ale wszyscy posiadają coś, z czego powinni być dumni. Miłość, przyjaciele, rodzina, pasja, książki, muzyka, talent, uśmiech drugiego człowieka - wszystko jest cząstką szczęścia. Każda rzecz, nawet ta najmniejsza jest powodem do radości. Może tak naprawdę wszyscy mamy w sobie trochę szczęścia? Nie chodzi tu o rzeczy materialne, bo przedmioty nie zawsze dają wystarczająco dużą ilość szczęścia. W sumie, praktycznie nigdy. Cieszymy się nimi przez jakiś czas, później szybko nam przechodzi. Mija moda na ubrania, zmieniamy swój gust muzyczny, mamy inne pasje niż kiedyś - wszystko odchodzi w niepamięć. Niestety dla wielu właśnie tak wygląda szczęście. Absurdalne, ponieważ miłość do materializmu to najgorsza cecha na świecie. Szczęście nie jest materializmem. Więc... czym jest szczęście? Z pewnością uczuciem. Miłością, przyjaźnią, wsparciem, rodziną, wiarą, nadzieją, pasją, nauką, dla niektórych nawet Bogiem. Jest tak wiele odmian szczęścia, więc dlaczego tak trudno nam je poczuć? Dlaczego nie potrafimy go zdobyć? Przecież jest na wyciągnięcie ręki. Przecież nie da się żyć bez odrobiny szczęścia. Problem w tym, że wielu z nas nie podejmuje się tak ryzykownego zadania. Boi się ruszyć z miejsca i sięgnąć po szczęście. W ich przekonaniu żyje stereotyp dotyczący tego, że szczęście jest tylko na chwilę. To prawda, nic nie trwa wiecznie, a wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Ale to tylko i wyłącznie nasza wina. Musimy pielęgnować uczucia i robić wszystko, by szczęście nie przeminęło. Każdy z nas uwielbia wesołe wspomnienia, niezapomniane przygody, szczęśliwe chwile, prawda? Poczujmy, że żyjemy. Musimy oswoić się z faktem, że życie jest jedno i trzeba je wykorzystać jak najlepiej. Jeśli nie będziemy kochać życia... umrzemy.  





Samobójstwo




Kontrowersyjny temat, prawda? Z pewnością dla wielu ludzi jest właśnie tym. Co tak naprawdę kieruje człowiekiem, który chce popełnić samobójstwo? Strach, cierpienie, niepewność, smutek, zakłopotanie. Wiele tego jest, aczkolwiek nigdy nie poznamy dokładnej przyczyny śmierci, przecież człowiek nie zmartwychwstanie. Nikt nie wie, co tak naprawdę się stało, dlaczego zdecydował się na tak trudny i wielki krok. To wie tylko on sam. Najbardziej denerwujące w tym wszystkim jest to, że inni mało wiedzą, jednak ten fakt nie przeszkadza im w obmyślaniu historyjek i gdybaniu. Dlaczego też ludzie są na tyle żałośni, że uważają samobójców za tchórzy? Przecież samobójca absolutnie nie jest tchórzem. Żeby dojść do tego, wystarczy pomyśleć, ile odwagi musi mieć młody człowiek, by skończyć z własnym życiem. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Nie, tak też myślałam. Czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia, że tchórzą tylko ci, którzy nie potrafią spojrzeć innym w oczy ze szczerością? Mało kto posiada taką umiejętność. Między odwagą samobójcy a ''odwagą'' zwykłego człowieka nie ma porównania. Ponieważ tego nie da się porównać. Dwie skrajne i zupełnie co innego znaczące cechy, mimo, że brzmią tak samo. Jednak jest jakaś różnica, ogromna różnica między optymistą, a pesymistą. Bo ludzie popełniający samobójstwa to najczęściej pesymiści. Ale można ich też nazwać inaczej, co może Was z pewnością zaskoczyć. Samobójcy to Anioły. Delikatne, bezbronne Anioły, których ten obszerny świat przeraża. Nie czują się tu bezpiecznie. Chcą wrócić do nieba, gdzie jest ich prawdziwy dom. Skąd czuć ciepło i troskę. Na Ziemi nikt się o nich nie troszczy. Każdy daje im cierpienie, pozostawia po sobie rany. Anioły tego nie wytrzymują, są zbyt słabe. Jeśli zaznają już cierpienia na Ziemi, mogą wracać do domu. Mają do tego prawo i jeśli zechcą, mogą je wykorzystać, póki będzie za późno. Z pewnością spotkaliście na swojej drodze Anioła, może nawet kilka. Pewnie wielu z Was w to nie wierzy, wydaje się to abstrakcją. Jednak wszędzie można ich spotkać. Wystarczy spojrzeć głębiej.





Święta







Jedyny okres w roku, który przyswaja sobie zwolenników począwszy od maluchów po
dorosłe osoby. Czas, w którym jednoczą się rodziny, znajomi, przyjaciele, wrogowie.
Magiczna pora, dla wszystkich szczególna i jedyna. To właśnie w tym czasie pojawia się
nadzieja, wzmacnia wiara w Boga i poszerzają się więzy bliskości. Co roku obchodzimy
święta Bożego Narodzenia, jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę z wartości tych dni.
Otóż, grudniowe dni są najpiękniejszym czasem. Zapominamy wtedy o problemach,
kłótniach i bólu. Wszystko wygląda inaczej, patrzymy na ludzi z innej perspektywy.
Piękno świąt widać w każdym zakątku świata. Uwielbiam chodzić po sklepach i obserwować
zakupy ozdób świątecznych, mandarynek, czekolad z wizerunkiem renifera na opakowaniu.
Z uśmiechem na twarzy podziwiam ogromne choinki przy sklepach, bombki pozawieszane
na słupach. Moje miasto nigdy nie jest puste, zawsze bije od niego kolorami i energią.
Mimo nastoletniego wieku czerpię radość z kalendarzy adwentowych i prezentów.
Reklamy w telewizji i gazetach nadają klimatu tym dniom. Muzyka w radiu przypomina
dziecięce lata, zaprasza do śpiewania i przekazywania radości światu razem z nią.
Wszystko klei się w cudowną całość. Czy każdy z Was widzi piękno w Bożym Narodzeniu ?
Myślę, że osiąga się to z wiekiem. Gimnazjaliści czy licealiści są już na poziomie
pewnej granicy - znają wartość i wyjątkowość świąt, mają świadomość dojrzałości
i powagi sytuacji, jednak mimo wszystko cieszą się ze świątecznych dekoracji w mieście,
a rozpakowywanie prezentów sprawia im radość, czyż nie mam racji ? Każdy z nas kocha
zasiąść przy stole z rodziną, podzielić się opłatkiem i powspominać wcześniejsze lata.
Czasem uroni łezkę, która jest potwierdzeniem miłości i przywiązania do dzieciństwa.
Rzadko spotyka się domy, w których nie stoi piękna, wysoka choinka ubrana w błyszczącą
biżuterię i złote, długie szale. W których dzieci nie biegają wokół stołu i nie mogą się
doczekać Świętego Mikołaja. Jedność narodu w tak wyjątkowym czasie jest niesamowita.
Wszyscy się zgadzają, znikają bójki i krzyki. Bezdomni znajdują swoje miejsce przy
stole i spożywają posiłek z zupełnie obcymi ludźmi, jednak rozmawiają tak, jakby znali
się od lat. Jak często w internecie można spotkać wzruszające i nieprawdopodobne historie
mające miejsce 24 grudnia. Każda z nich jest inna, lecz wszystkie kończą się zwycięstwem
dobra i ciepła. To nie może być zbieg okoliczności. Magia i moc w tych dniach jest niepowtarzalna.
Czerpmy z nich radość i nie pozwólmy, żeby tradycja zaginęła. 





Samotność




Jest na świecie pewna zła czarodziejka, która niszczy każdego człowieka napotkanego na swej drodze. Wzbudzająca strach w najgorszych koszmarach. Wiedźma o imieniu Samotność. Uwielbia nazywać ludzi samotnikami. Kim tak naprawdę jest Samotność? Miliony ludzi na co dzień zadaje sobie identyczne pytanie. Wielu z nas przynajmniej raz w swoim życiu spotkało Samotność. Tylko my wiemy, jakie krzywdy potrafi wyrządzić Samotność. Żyjemy w podświadomości, że jesteśmy wybrańcami, którzy muszą pokonać złą wiedźmę. Tylko jak ją zniszczyć, jeśli jest najpotężniejszą mocą na całym globie. Gdyby tak zebrać dzieci, nastolatków i dorosłych, którzy wieczorami cierpią przez Samotność, powstałaby ogromna armia, która mimo przewagi liczebnej nie zdoła wygrać z Samotnością bitwy na śmierć i życie. Każdy człowiek został przez czarodziejkę inaczej potraktowany. Jedni cierpią z powodu złamanego serca, inni płaczą przez brak dachu nad głową, następni nie potrafią pogodzić się z tym, że to właśnie oni leżą w szpitalu z powodu nieuleczalnej choroby. Samotność to straszna, lecz jednocześnie niesamowita postać. Niszczy ludziom życie, wprowadza ich w depresję, przyczynia się do samobójstw. Z kolei niesamowite jest to, jak silną istotą jest Samotność, skoro potrafi wyrządzić tak wiele krzywd. W sieć wiedźmy wpadają co raz młodsze dzieci. Ich problemem może być nawet urwanie ucha pluszowej zabawce, jednak tracąc nawet takiego przyjaciela, stają się samotni. Dzieci nie znają jeszcze wartości przyjaźni między dwojgiem ludzi, wystarcza im zwykła maskotka, z którą nie rozstają się od dziecka. Właśnie dlatego to dla nich tak ogromny ból. Nikt nie chce stracić bliskiej osoby. Niestety, wszyscy kiedyś doświadczą spotkania z Samotnością. Nieważne, jak wielu znajomych ma człowiek, czy ma pieniądze, miłość, ulubione kosmetyki. Nigdy nie obroni się tym przed Samotnością. Ona nadejdzie. Nawiedzi każdego. Na liście czarownicy spisane są nazwiska każdego człowieka żyjącego na ziemi i prędzej czy później ich zniszczy. Nikogo nie oszczędzi. To jest właśnie Samotność - szara, smutna, tajemnicza dusza błądząca po świecie od najwcześniejszych lat. 

"Dlaczego tak bardzo nienawidzimy ludzi?"



Może dlatego, że wyrządzają nam codziennie tyle krzywdy ? Może dlatego, że chcą robić dobrze, a tylko szkodzą ? Z pewnością dlatego, że widzimy inność w ludziach - człowiek oryginalny lub wyróżniający się z tłumu jest uznawany przez większość za idiotę. W każdym widzimy wady, czasem odstrasza nas pierwsze wrażenie, nie chcemy ich polubić i wtedy rodzi się nienawiść. Nie czujemy sympatii do osób pozornie zupełnie odmiennych od nas. A przecież nie znamy ich długo, nie zdążymy ich dobrze poznać, a już odrzucamy ich od siebie. Mamy ochotę zapoznać kogoś wystrzałowego, który na pierwszy rzut oka wydaje się sympatyczną i ciekawą osobą. Właśnie - na pierwszy rzut oka. Najczęściej kończy się to nieciekawie. Ludzie, których jeszcze niedawno uważaliśmy za wspaniały ''materiał'' na przyjaciela, okazują się zimnymi i zadufanymi w sobie osobami. Zwykła ironia, która powinna nas czegoś w życiu nauczyć. Niestety, z reguły łamiemy zasady, zapominamy o wydarzeniach z przyszłości i nadal jesteśmy naiwnymi dzieciakami, które wierzą we wszystko. Przez to cierpimy, w sumie to nienawiść to jeden z najczęstszych powodów smutku i cierpienia w tak młodym wieku. Jesteśmy nastolatkami. Różnica między nami a poprzednim pokoleniem jest taka, że oni nie przeżywali w tak wysokim stopniu swoich pierwszych zmartwień. Rzecz jasna, po prostu nie mieli ich. Jeśli jakieś się zdarzały, to najczęściej od razu znikały. Istnieje też nienawiść poprzez zazdrość. Ludzie tak bardzo nie lubią, gdy komuś coś wychodzi lub ma większe możliwości. Muszą za wszelką cenę zdobyć to, co w ich przekonaniu należy się właśnie im. Starają się pozbawić człowieka wiary w swoje możliwości. Jeszcze gorzej dzieje się wtedy, gdy zazdrościmy komuś rzeczy materialnej. Wtedy zaczyna się piekło - walka o upragnioną rzecz może doprowadzić nawet do kradzieży. Myślę, że zazdrość o przedmioty bierze się stąd, że w dzieciństwie rodzice takich ludzi nie wpoili im wartości życia i przyjaźni. Nienawiść rodzi się z pokolenia na pokolenie, ludzie mają odmienne charaktery i często nie mogą się dogadać, w końcu jeden jest spokojny, a drugi kocha zabawę. Przecież nie każdy musi każdego lubić. Nie wszyscy muszą się przyjaźnić, spotykać po szkole czy grać razem na boisku. Jednak od każdego człowieka wymaga się tolerancji wobec drugiego - nieważne, czy jest to nastolatek, czy dorosła osoba. Czy Polak, czy Chińczyk. Szacunek należy się wszystkim ludziom za ich trud, za to że ŻYJE. To, że nienawiść leży w naszej naturze nie oznacza, że nie możemy tego zmieniać i próbować walczyć z nią.





Kobiety




Zapewne wszyscy mężczyźni i chłopcy zastanawiali się, o co tak naprawdę chodzi kobietom. Być może wielu z nich do dziś nie rozwiązało tej bestialskiej i trudnej zagadki. Czym się kieruje płeć piękna? Jakie przyciski należy uruchomić, by zrozumieć najtrudniejszy mechanizm uczuć i hormonów? Ciężkie pytania, prawda? Znajduję się w lepszej sytuacji, bo sama jestem, można powiedzieć, kobietą i często miewam te wzloty i upadki, burze i słoneczne dni. Jednak przyznam się, że często i ja nie rozumiem naszych problemów. Przeżywamy je, jakby były czymś strasznym, a przecież większość z tych ''kłopotów'' jest tylko i wyłącznie warta śmiechu. Osobiście podziwiam płeć przeciwną za ogromną cierpliwość do nas i w pewnym sensie współczuję tak trudnego życia w otoczeniu kobiet. Spójrzmy prawdzie w oczy - która z nas choć raz zastanowiła się, co czują mężczyźni, gdy muszą po raz kolejny stawić czoła naszej złości, krzykom i płaczu? Jestem przekonana, że niektórzy są już na skraju wyczerpania nerwowego, a mimo wszystko nadal starają się robić wszystko idealnie. Smutne jest to, że my kobiety nigdy nie potrafimy tego docenić, a jeśli już to zrobimy, to ciężko nam to wyrazić. Rzadko dziękujemy im za to, co dla nas robią. Mimo wszystko, że są złośliwi, musimy być sprawiedliwe i poważnie podejść do sprawy. Chamstwo leży w ich naturze, ale mają również inne cechy, które bez problemu możemy nazwać zaletami i w stu procentach jest ich dwa razy więcej niż niedoskonałości. Czułość, szacunek, szczerość, odwaga, wsparcie, humor, pomoc to ich najmocniejsze strony, którymi mogą się pochwalić. Złych stron chyba nie trzeba wymieniać, ponieważ wszystkie dziewczyny je znają. Jesteśmy silną grupą kobiet, dziewczyn i dziewczynek i trzymamy się razem, ale nie sądzicie, że czasem trochę przesadzamy? Nawet zwykły "foch" lub milczenie potrafi załamać chłopaka, a co gorsze, doprowadzić do łez. Mężczyźni też mają uczucia i musimy się z nimi liczyć. Nie możemy nimi manipulować, bo po jakimś czasie znikną. Doceniajmy ich obecność, bo tego oczekują. Dajmy im szansę chociaż w połowie rozwiązać naszą zagadkę i podarujmy klucze do naszych uczuć. Wspaniale byłoby tworzyć jedność i dzielić się miłością, prawda?  






LOVE





Nie raz zastanawialiście się pewnie, co by było gdyby pojawiła się ta długo oczekiwana miłość. Wielu z nas już jej doświadczyło, wielu też nadal wytrwale czeka. Opowiem Wam dziś pewną historią wziętą z życia anonimowych osób, które odnalazły miłość w nietypowy sposób, jednak do dziś trwa między nimi najsilniejsza z więzi. Pierwsza klasa gimnazjum - małolaty pozornie nie znające jeszcze wartości uczuć i czułości. Mijał miesiąc za miesiącem, nic się nie zmieniło przez trzy miesiące od września. Nic oprócz praktycznie nic nieznaczących konwersacji. Z dnia na dzień stali się przyjaciółmi. Co raz częściej pisali, jednak nadal nie rozmawiali w rzeczywistości mimo, że chodzili do tej samej szkoły. Któż by pomyślał? Taka przyjaźń przecież nie przetrwa - twierdzili znajomi. Jednak więź się wzmacniała, aż wreszcie nadszedł lipcowy dzień. Początek miesiąca i wyjazd na wycieczkę. Pierwsze rozmowy na żywo. Niedługo po wycieczce zostali parą. Niesamowite - zwykła wycieczka połączyła dwoje wcześniej nieznanych siebie nawzajem ludzi. Co więcej, narodziła się z tego ogromna miłość, która wstępnie trwała niecałe dwa miesiące. Nie, nie możecie stwierdzić, że to nie była prawdziwa miłość. Powodem rozstania była szkoła, nauka - obawa przed brakiem czasu dla drugiej połówki. Minął miesiąc, zaczęła doskwierać samotność i brak tej osoby. Oboje tęsknili za sobą, płakali z bezsilności. Uczucie na nowo połączyło ich w październiku. Trwa już ponad rok i ogień nie gaśnie. Jakby tego było mało, ostatnie znalezisko przypomniało o znaczeniu tych lin, które przywiązują ich do siebie. Zabawne, można by rzec, lecz tego typu miłość jest najpiękniejsza z możliwych. Druga Bella i drugi Edward ze Zmierzchu. Wspaniała para, najszczersza i najbardziej wiarygodna ze wszystkich, które znam. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w życiu jedyną osobę, dzięki której pozbędzie się smutku i złych wspomnień. Wszyscy zasługują na takiego człowieka. 






Recenzja "Piekło nad Berlinem"



Książka, blog, strony internetowe, muzyka, filmy - wspaniały sposób na spędzenie wolnego czasu. Jednak w każdej z tych rzeczy kryje się magiczne przesłanie. Konkretnie nawiążę dziś do pewnego filmu, który zafascynował mnie najbardziej ze wszystkich, jakie zdążyłam obejrzeć. Postanowiłam poświęcić wpis na recenzję i moje zdanie na temat ''Piekła nad Berlinem''. Film przedstawia pożar w wieży berlińskiej, w której znajdują się turyści i obsługa. Ciężka praca strażaków na niewiele się zdaje. Ogień przechodzi z piętra na piętro, jest coraz bliżej ludzi, którzy nie mają szans na ucieczkę. Klatka schodowa zostaje zasypana przez kawałki roztrzaskanej windy. Ginie wiele osób i strażaków. Piekło trwa kilka godzin. Kończą się środki wspomagające gaszenie pożaru, ogień zbliża się do przerażonych turystów. Produkcja bez przerwy trzyma w napięciu i niepewności - niewątpliwie trzeba podejść do niego z empatią i wrażliwością. Sceny z filmu ukazują różność osobowości, jakie jest naturalne zachowanie w sytuacjach zagrażających życiu. Zwracają uwagę na brutalność i agresywność wobec drugiego człowieka w najtrudniejszych momentach. Nie zabraknie chwil grozy, lecz miłośnicy romansów również znajdą momenty dla siebie. Aktorzy w szczególności zasługują na wyróżnienie. Każdy z nich prezentował inną kulturę, zachowanie, wrażliwość, emocje. Warto również zwrócić uwagę na zaangażowanie i siłę strażaków. Mimo trudnych warunków, zdołali uratować uwięzionych. Ekranizacja daje do myślenia. Dzięki niej, szczególnie katastroficznej, zaczyna się myśleć o poczuciu osób, którym grozi śmierć, można zastanawiać się, jak my postąpilibyśmy w takich okolicznościach. Reżyser z pewnością chciał zwrócić uwagę na to, że nigdy nie jesteśmy sami i zawsze powinniśmy wierzyć w możliwości zwykłego człowieka, myśleć pozytywnie i nie poddawać się na starcie. Zachęcam wszystkich do obejrzenia tego filmu - dzieci, młodzież, dorosłych. Dlaczego? Myślę, że warto poznać historię i wejść w myśli reżysera, pomyśleć, co autor mógł sobie wyobrazić, tworząc to dzieło. Najlepiej obejrzeć go wieczorem w ciszy i spokoju - wtedy łatwiej jest zrozumieć przesłanie akcji. Mam nadzieję, że ktoś z czytelników z chęcią go obejrzy. Uwierzcie mi, że warto. Dla zainteresowanych poniżej umieszczam link do filmu.




Gimnazjum




Gimnazjum - szkoła, w której pełno osobowości. Każdy człowiek jest wypełniony innymi cechami, pokolorowany różnymi barwami. Wszystkie klasy dopełniają szkołę i pomagają jej funkcjonować. Codziennie obserwuję dziedziniec i uczniów biegających między budynkami, bądź siedzących grupami na ławce. Niewątpliwie, da się zauważyć, że nie ma gimnazjalisty, który nie miałby talentów bądź zainteresowań. Przeanalizuję poszczególne klasy rocznikowo. Klasy pierwsze - najmłodsza grupa społeczeństwa w naszym pałacu. Dopiero odkrywają uroki budynków, gabinetów, ogródków. Jeszcze nie zdają sobie sprawy z tego, że w każdym z nich ukrywa się małe, rozwijające się 'coś'. Coś, co później spowoduje, że nie będą mogli bez tego żyć. Czy jest to talent, umiejętność, a może chęć spróbowania czegoś nowego - nie wiadomo. W każdym razie niedługo zrozumieją, że i oni są przypisani do spełniania siebie i dążenia do celów. Tylko niewielka ilość pierwszaków postanowiła już znaleźć swoją drogę, dzięki której szkoła ich zapamięta. Klasy drugie - powoli rozwijający  się nastolatkowie, którzy dostali szansę od losu na osiągnięcie sukcesów. To czas pierwszych zwycięstw, ale i porażek. Właśnie w tym czasie nauczyciele na własnych oczach widzą rozwój ludzi, którzy rok temu wydawali się niewinni i bezbronni. Patrzą, jak wiele zdołali ich nauczyć w ciągu kilku miesięcy. Jedni wybierają drogę sportową, inni muzyczną, są też uczniowie, których powołaniem jest malarstwo. Wiele osób w naszym malutkim miasteczku zaczyna nabywać nowe wiadomości i wskazówki w wieku 14 lat - wtedy nie jest ani za wcześnie, ani za późno. W sam raz na rozpoczęcie kariery. Siatkarki, gimnastycy, piłkarze, tancerki, wokalistki, gitarzystki, flecistki, architekci, malarze, pisarze, początkujący strażacy,  naukowcy - bogate talenty, nieprawdaż? Ciężko wybrać jedną dziedzinę sztuki. Stąd też  szkolni artyści, którzy wybrali dwa kierunki. W końcu nadszedł czas na ostatni przedział wiekowy - klasy kończące w tym roku naukę w gimnazjum. W najstarszych klasach są nie tylko ludzie, którzy przetrwali przez te dwa lata i nie zwątpili w siebie, ale również profesjonaliści zajmujący się sztuką w większym stopniu. Mają za sobą długą drogę, pełną przeszkód i barier, które często sami musieli pokonywać. Swoją drogą, moją klasę można nazwać grupą talentów. Wiecie, dlaczego nazwałam swoich kolegów utalentowanymi ludźmi? Bo robią wszystko, co w ich mocy by wyjść na ludzi i zostawić coś po sobie na tym świecie. Wykorzystują szansę daną im przez los na dobrą przyszłość, wierzą w siebie i swoje możliwości. Nie ma w naszej klasie osoby, która nie miałaby żadnych zdolności. Jedni potrafią tworzyć niesamowite rzeczy ze zwykłej kartki papieru. Drudzy chcą ratować życie i ratować z zagrożenia. Kolejna cząstka artystów zajmuje się muzyczną i plastyczną stroną sztuki. Różnimy się od siebie pod względem wszystkiego, oprócz duszy. Paradoks, można by rzec. Lecz tak naprawdę w duszy rozwija się zamiłowanie do sztuki.