expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 29 sierpnia 2014

Nostalgia



"Marzec 1997 - Narodził się nowy człowiek, kolejny do kolekcji ludzkości. Narodziłam się ja - mała, niewinna dziewczynka, która nie wiedziała, na kogo wyrośnie w przyszłości. Mijały dni, miesiące, lata. Poszłam do szkoły jak tysiące innych dzieci, z roku na rok byłam co raz bliżej zakończenia szkoły podstawowej - jeden z przełomowych momentów w moim krótkim życiu. Podstawówka była trudnym orzechem do zgryzienia, jednak tam nauczyłam się znaczenia słowa ''przyjaźń''. Prawdopodobnie przyjaźń jest na całe życie - przynajmniej tak mnie się wydaje. Chyba jednak nie wszyscy uznają tę samą definicję tego słowa. Nie wszyscy są na zawsze, nie każdy żyje ze mną w zgodzie. Cóż, przeszłam do gimnazjum. Trafiłam do szkoły wyższej, gdzie panuje zupełnie inne życie. Nowe osoby, nowe gwiazdy korytarza, zupełnie inni nauczyciele. Na początku się bałam - pamiętam, że martwiłam się tym, że mało kto zaakceptuje mnie w tej szkole. Było inaczej. W kolejce do mojego zaufania ustawiło się kilka osób - wspaniali ludzie. Zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić. Ale... jeden był cudowny. Oczywiście, chłopak, ale przyjaciel. Bynajmniej na początku tak było. To wszystko dziwnie się zaczęło, aczkolwiek bardzo szybko się rozwinęło. Pokochałam go. Codziennie o nim myślałam, przed snem snułam bezsensowne historyjki. W kwietniu 2012 roku zaczęliśmy się spotykać - nie byliśmy parą, ale spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Kocha - tak mi się wydawało. Głupia byłam. Ale przecież... on sprawiał takie wrażenie, więc dlaczego później to wszystko się zawaliło? Nie rozumiem tego. Kilka miesięcy później przestał się odzywać. Zupełnie bez powodu znienawidził mnie. Stwierdził, że to nie ma sensu, że nie jestem mu potrzebna. Za nim zniknęła reszta osób, których w tym momencie cholernie potrzebowałam. Myślałam, że to najgorsze, co może mnie spotkać, jednak... myliłam się. Szósty dzień września, 2013 rok - tę datę zapamiętam do końca życia. Będzie się pojawiać w najgorszych koszmarach, tak się boję tej daty. Tego dnia... on zginął. Zginął. Nie uciekł, po prostu już nie istnieje. Na własne oczy widziałam, jak odchodzi z tego świata. Nic nie mogłam zrobić. Wracaliśmy ze szkoły - osobno, ale tą samą drogą. Wiedział, że za nim idę. Nagle, ni stąd ni zowąd wybiegł na ulicę i rzucił się pod nadjeżdżającą ciężarówkę. To była chwila, jeden zwykły moment, w którym zawalił się mój mały świat. W tej chwili zakończyła się produkcja filmu, w którym głównymi bohaterami byliśmy my. On ją widział - nie było najmniejszych szans, żeby jej nie zauważył, jestem pewna. Wskoczył pod koła ciężarówki od razu - nie czekał, aż nadjedzie bliżej. A przecież nie sprawiał wrażenia zdruzgotanego czy zasmuconego. Był zupełnie szczęśliwym człowiekiem, tak jakby w ogóle nie miał problemów. Ciężarówka przejechała - kierowca ani na moment nie zatrzymał się - jakby zupełnie go nie zauważył. Patrzyłam oszołomiona, jak umiera. Podbiegłam do niego. W tej chwili nie przejeżdżał żaden samochód, nie przechodziła żadna żywa dusza. Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. W tej jednej, ostatniej minucie nieoczekiwanie ostatkami sił wyszeptał ''Będę o Tobie pamiętać''. Później wyzionął ducha. Widziałam, jak z ust leje się krew, serce przestawało bić. Nie mogłam wytrzymać. Już później nie pamiętam, co robiłam. Zostawiłam go tam? Nie, to niemożliwe. Wezwałam pogotowie? Zadzwoniłam po kogoś bliskiego? Może odeszłam bez słowa? Nie mam pojęcia. Ale wiem jedno - cudem uniknęłam samobójstwa. Od tamtego czasu nie każdy, kto ma na twarzy uśmiech, jest dla mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie ufam im. Widzę w nich coś więcej. Rozpoznaję w każdym ból i cierpienie. Więc pamiętaj - przede mną nic już nie ukryjesz. Nigdy."





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz