expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 27 stycznia 2015

Volleyball? yes, please.


*PIOSENKA*

Jeszcze nigdy nie pisałam postu na ten temat. Na temat pasji owszem, ale jeszcze nie o tej.
 O siatkówce jeszcze nigdy nie wspomniałam. Dlaczego? Zawsze uważałam, że są ludzie, którzy wiedzą o siatkarzach więcej, dłużej są z nimi, znają ich życiorys i osiągnięcia lepiej niż ja. Poza tym, nigdy jeszcze nie byłam na meczu na żywo. Tak o, nie udało się. Nadal moje przekonania nie zmieniły się w wielkim stopniu, ale postanowiłam, że wreszcie znalazłam kolejny temat, który zachęci mnie do tworzenia, a niektórych z Was do zagłębienia się w treść. W Polsce żyje ponad 35 milionów ludzi, gdzie połowa uważa, że piłka nożna jest sportem narodowym. Ale dlaczego? Nie mówię o tym, że piłkarze są uważani za bogów, mimo, że często nic im nie wychodzi. Robią swoją robotę i uprawiają sport, który kochają. Jakie przynosi to efekty - nie moja sprawa, ja jedynie kibicuję piłkarzom podczas ważnych meczów. Nie jestem przywiązana do żadnego klubu, a zawodników polskich i zagranicznych znam zaledwie kilku. Moje pytanie dotyczy wartości obu sportów. Dlaczego to siatkówka nie jest powszechnie uznawana za polski sport narodowy? Coraz młodsi zasiadają na trybunach. Każde pokolenie kibicuje chłopakom - nieważne, czy to sezon reprezentacyjny czy klubowy. Zawsze widownie są przepełnione, bilety na najlepsze miejsca często zostają wyprzedane w pierwszy dzień. Sklepy internetowe oferujące siatkarskie gadżety są atakowane przez tysiące kibiców, niebezpieczeństwo rozwalenia liczników w internecie zwiększyło się po Mistrzostwach Świata organizowanych w Polsce. Na portalach społecznościowych codziennie powstają nowe strony poświęcone siatkarzom. Pojawiają się filmiki od fanów, którzy dziękują chłopakom z
kadry i starają się namówić co niektórych do powrotu. Ciężko jest żyć bez siatkówki, kiedy już się ją pozna. Spotykając się z siatkówką pierwszy raz w życiu, masz dwie opcje - zakochujesz się w pięknym sporcie, albo olewasz i nie interesujesz się tą dyscypliną. Na szczęście większość wybiera pierwszą opcję. Ja osobiście nie potrafię siedzieć nad książkami, kiedy w telewizji leci mecz Skry Bełchatów, lub trwają zmagania kadry. Nie mogę się doczekać sezonu reprezentacyjnego. Żaden sport nie robi na mnie takiego wrażenia, jak ten. Żaden mnie tak nie zafascynował. W mojej ocenie polscy kibice są potęgą. Ogromną. Jest ich więcej, niż ktokolwiek zdołałby zliczyć. Przebijają wszystkie fandomy polskich i zagranicznych artystów. Pozwolę sobie zauważyć, że prawdopodobnie jesteśmy lepsi, niż kibice piłki nożnej. Nikt nas nie zniszczy. Nikt nie zepsuje więzi i pasji, która łączy tak wielu ludzi. Nie pamiętam, by w siatkówce kiedykolwiek pojawiły się publiczne zamieszki, bo dwoje mężczyzn kibicowało przeciwnym klubom. Ludzie z siatkarskim sercem się szanują. No, może znajdzie się kilka wyjątków (czyt. 13-letnie dziewczynki), wykłócających się pod zdjęciami, który siatkarz jest przystojniejszy, lub który klub lepiej gra, jednocześnie mieszając z błotem ten drugi. Poza tymi drobnymi "niewypałami" stosunki między kibicami są łagodne. Jeśli fan siatkówki chce się z Tobą zaprzyjaźnić, nie ważny jest klub, który nosisz w sercu - ważne, że kochasz siatkówkę. To Ty wybrałaś klub, któremu oddałaś serce i jesteś z nim na dobre i na złe. On kibicuje innym? Nie szkodzi, liczy się wspólna pasja. Każdy siatkarz jest wspaniały - mimo różnych charakterów i sposobów gry, wszyscy coś wnoszą. Każdy dołożył swoją cegiełkę do tego, by siatkówka stała się popularna w kraju, a polscy kibice dziękują im za to na każdym meczu. W jaki sposób? Śpiewając jak najgłośniej i jak najpiękniej hymn, kibicując do ostatniej piłki, pocieszając po porażce. Jesteśmy z nimi zawsze i na zawsze. Mimo wszystko. Bo to oni zapoczątkowali w nas miłość, która ciągle rośnie. To oni pokazali nam, jak walczyć do końca i co daje kawałek siatki i żółto-niebieska piłka.
Dlatego polscy kibice siatkówki są najsilniejszą potęgą na świecie. 










sobota, 17 stycznia 2015

"I'm rich, bitch"


Mamy XXI wiek. Zmieniły się priorytety i hierarchia wartości. Dla dzisiejszych ludzi ważna jest kariera, pieniądze, sukces zawodowy. Młodzież zaczyna szukać sobie "przyjaciół" wśród najbogatszych dzieciaków na dzielni. Interesuje ich wnętrze - ale cudzego portfela. Gimnazjalistki chwalą się iPhonami, markowymi ubraniami, tym, że chodzą do najlepszego fryzjera i najdroższej kosmetyczki w mieście. Zawsze znajdą sposób, by pochwalić się pieniędzmi, które dostali od rodziców, którzy są przecież bardzo bogaci. Dlaczego wypowiadam się na ten temat? Dobre pytanie. Jestem bogata. Ale w trochę inny sposób.

Jestem bogata, bo stawiam sobie cele i mam własne marzenia. Staram się je spełniać i realizować na każdym kroku. Mimo, że nie zawsze mi się chce, próbuję zrobić kolejny krok do sukcesu. Wierzę, że uda mi się spełnić wszystko, co wcześniej sobie założyłam. 

Jestem bogata, bo mam przy sobie ludzi, którym ufam. Kilka osób, na których mogę polegać, bo wiem, że mi pomogą. Mogę z nimi rozmawiać o wszystkim i o niczym. Śmiać się i płakać. Mam pewność, że nie zostawią mnie dla kogoś lub czegoś. Wiem, że mam swoje miejsce w ich sercu i pamięci. Tak samo oni w moim. Zawsze dziękuję, że los postawił mi ich na mojej drodze. 
Jestem bogata, bo mam hobby. Rozwijam swoje umiejętności. Uczę się, by być w czymś lepsza. Poszukuję kolejnych pasji - być może okażą się kolejną rzeczą, króra dobrze mi idzie. Poświęcam się zainteresowaniom, które są częścią mnie - siatkówka, rysowanie, blog, muzyka, fotografia. Nie zwracam uwagi na zawistne spojrzenia i próby zniszczenia moich chęci do pracy. Cieszę się z każdego postępu, drobnej pochwały. Nie osiadam na laurach. Robię to, co kocham. Nikt mi tego nie dał, nikt nie ma prawa mi tego zabrać.

Jestem bogata, bo posiadam rodzinę. Najwspanialszych ludzi. I chociaż nie zawsze jest tak kolorowo, jak w bajkach, to stawiam ich na pierwszym miejscu. Mogę na nich polegać, cokolwiek by się nie działo. Nawet najmniejsze sprzeczki są niczym w porównaniu do miłości, jaką darzymy siebie nawzajem.

Jestem bogata. Nie mam ogromnej posiadłości z basenem, srebrnego Mercedesa czy BMW, nie noszę ubrań od najsławniejszych projektantów, nie posiadam iPhona ani torebki Chanel. Mam wszystko, co najważniejsze. I jestem z tego dumna.