expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 15 maja 2015

Charge for talent?


Niewątpliwie lata dwutysięczne są czasem, w którym technologia stoi na wysokim poziomie i nadal się rozwija. Media odgrywają bardzo ważną rolę w życiu człowieka. Nie chodzi tu o najświeższe wiadomości ze świata sportowego czy politycznego, a o programy mające na celu zapewnienie rozrywki widzom. Ogromnym minusem wszystkich tego typu programów jest możliwość głosowania na uczestników przez wiadomości wysyłane z telefonów komórkowych. Produkcje osiągają w ten sposób wysokie zarobki - zwłaszcza za danych kandydatów. Nie dość, że zarabiają na oglądalności, to dochodzą do tego jeszcze zyski ze ślepo wysyłanych sms-ów przez społeczeństwo. Zauważyłam, że w ostatnich latach w programach tego pokroju przestał być doceniany talent i wszechstronne umiejętności, a zaczęto zwracać uwagę na rzekome bohaterstwo i smutne historyjki. Producentom zależy na rozgłosie i zrobieniu szumu wokół siebie, dodatkowo zbijając na tym niezłe pieniądze. W programie pojawiają się uczestnicy z niebanalnymi zdolnościami, ale dziwnym trafem wśród nich znajdą się tacy, którzy posiadając nie do końca wszechstronne umiejętności, nadrabiają swoją smutną przeszłością. Taki uczestnik musiał przeżyć (lub przynajmniej wymyślić) traumatyczne wydarzenie, by program na tym zyskał. Chwyt marketingowy ceną człowieka, który albo nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, albo liczy na karierę, którą rozwinie przez smutne, życiowe historie opowiadane na wizji przed tysiącami widzów. Wszystko można byłoby przeboleć, gdyby nie fakt, że Polacy niestety są ograniczeni umysłowo. Gdy dostają możliwość wpłynięcia swoim wyborem na decyzję ostateczną, nie potrafią tego wykorzystać. Próbują zrobić z siebie idiotów poprzez wybór najgorszej opcji z możliwych (bo przecież to takie śmieszne), lub głosują na "biedactwo, które spotkał zły los". Szczerze? Zaczynam odnosić wrażenie, że na zmianę takich zachowań jest już za późno. Ludzie osiągnęli poziom głupoty, której nie da się wyleczyć. Wszystko przez hipnotyzujące media, przez które kolejne pokolenia będą żyć na wzór kreowanego obrazu przez produkcje liczące na najwyższe stawki. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę kilka przykładów. Jedna z najwcześniejszych edycji popularnego talent-show "Mam Talent". Z dorosłym chłopakiem, który wzbudził zainteresowanie wśród większości młodych widzów (co więcej, dziś robi dużą karierę) wygrywa dziecko o potężnym głosie, ALE dodatkowo smutnej historii. Pieniądze z wygranej nie wpłynęły na jej karierę. Rzekomo zostały przeznaczone na budowę domu, a słuch po zwyciężczyni zaginął. Ostatnią edycję tego samego programu wygrywa dzieciak, który w każdym możliwym momencie wspominał, że jego mama nie żyje, a dzieciństwo miał tragiczne. W programie zaśpiewał "Hallelujah", który słyszałam już wiele razy i jak przechodziły mi ciarki po całym ciele, to przy jego wykonaniu zasypiałam na kanapie. Ktoś jeszcze pamięta tego nastoletniego Adama? Jeśli tak, to tylko dlatego, że całkiem niedawno wygrał tą edycję. Oprócz zwycięstwa nie osiągnął nic w swojej "karierze" muzycznej. Najświeższym tematem jest program taneczny, od lat emitowany w TVN. Tegoroczna edycja You Can Dance prezentuje naprawdę wysoki poziom. Problem w tym, że program opuściło już moim zdaniem dwóch najlepszych tancerzy tej edycji. Pokonał ich b-boy ze słabym warsztatem umiejętności i... smutną historią. Stracił mamę, wychował się na ulicy i tak dalej, i tak dalej. W tym momencie niektórzy z Was mogą stwierdzić: "Niech wygra, może spełni marzenia." Tyle, że marzenia można spełniać poza programem. Wygrana ma pomóc tancerzowi, który ma naprawdę niebanalne umiejętności i żyje tańcem. Broadway ma pomóc rozwinąć się zwycięzcy jeszcze bardziej, daje mu otwarte drzwi do światowej kariery. B-boy nie jest na to gotowy. Oglądając tego typu programy, poznałam się już na takich osobach. Jestem prawie w stu procentach pewna, że więcej o nim nie usłyszymy. Nie wykluczam tego, że w smutnej historyjce maczali palce producenci. Nie twierdzę, że chłopak nie umie tańczyć, ale moim zdaniem ten tancerz już dawno powinien był opuścić show i w ten sposób ustąpić miejsca wszechstronniejszym uczestnikom. Myślę, że oddawanie głosów przez widzów, którzy kompletnie nie znają się na danej dziedzinie jest bezsensowne. Obawiam się, jednak, że
 to już nigdy się nie zmieni. Czego można się spodziewać po mediach, jeśli nie chęci zarobku na cudzym życiu i głupocie społeczeństwa. Na podobnej zasadzie działają zwycięstwa osób uważanych za "inne" przez niektóre osoby. Popularny program ze skokami do wody wygrywa para-olimpijczyk. Rywalizację w "Top Model" wygrywa ciemnoskóra modelka. Program, którego nagrodą są pieniądze na cel charytatywny wygrywa Włoch. Kolejny muzyczny program "XFactor" wygrywa Ukrainiec. Osobiście cieszę się z niektórych werdyktów, bo sama kibicowałam zwycięzcom. To dobrze, że ludzie są tolerancyjni, ale słabo wygląda chęć jej udowodnienia. Czasami warto się zastanowić, czy nie zagłosować na rodaka o podobnych zdolnościach, co obcokrajowiec. Pomyśleć, czy lepiej oddać głos na talent, czy na smutną historię, która może być wyssana z palca. W ten sposób pokażecie, że potraficie odróżnić zaawansowanych od amatorów.